Rozdział 3
POLOWANIE.NET
Polowanie na Influencerów / Rozdział 4

Legalne, ale nielegalne?

Gdy prawo nie nadąża za internetem. Ponad 40 pozwoleń, 2400 dni urzędniczej analizy, te same mechanizmy co u Lidla, Grześków i Tymbarka - a jednak kajdanki tylko dla jednych. Co naprawdę mówi ustawa o grach hazardowych?

No dobrze. Żeby teraz naprawdę zrozumieć prawne aspekty loterii promocyjnych, które wywołały całą tę medialno-instytucjonalną burzę, trzeba zmierzyć się z najważniejszymi znakami zapytania, które pojawiały się w głowach dziennikarzy, urzędników, komentatorów, a także zwykłych widzów.

Trzeba wziąć na warsztat paragrafy ustawy o grach hazardowych, opinie ekspertów prawa loteryjnego, a także zestawić to wszystko z realnymi przykładami innych loterii - tych znanych, uznanych, telewizyjnych, marketowych i... nietykalnych.

E-booki i cyfrowe produkty - mamy to

Z poprzedniego rozdziału wiesz już, że e-book sprzedawany za 39 zł nie musi mieć fizycznej formy, żeby miał wartość - co więcej, nie musi mieć nawet obszernej treści. Tak samo jak skin, wirtualna czapka czy dostęp do serwera Discord. Ustawa o grach hazardowych nie mówi ani słowa o tym, że produkt musi być "realny", "drukowany" czy "dotykalny". Mówi jedynie o towarze, usłudze lub innym dowodzie udziału, który stanowi podstawę do udziału w loterii promocyjnej. Jeśli więc produkt cyfrowy może być legalnie sprzedawany - to może być podstawą legalnej loterii.

Art. 2 ust. 1 pkt 10 ustawy o grach hazardowych loteria promocyjna to gra losowa, w której uczestniczy się przez nabycie towaru, usługi lub innego dowodu udziału w grze i tym samym nieodpłatnie uczestniczy się w loterii, a podmiot urządzający loterię oferuje wygrane pieniężne lub rzeczowe

Zwróć uwagę: ustawa mówi o "nabyciu towaru, usługi lub innego dowodu udziału". Nie ma tu ani słowa o materialności, gramaturze czy obszerności produktu. Potwierdza to też orzecznictwo - w wyroku z 25 sierpnia 2020 r. (sygn. II GSK 601/20) Naczelny Sąd Administracyjny przyjął, że dowodem udziału w grze może być w praktyce wszystko, co organizator uzna za potwierdzenie udziału.

Czas trwania sprzedaży - ograniczenie to nie wada, to strategia

Kolejny zarzut dotyczył tego, że produkty były dostępne tylko przez ograniczony czas - na przykład 30 dni. Czy w ustawie jest zapis, że produkt musi być dostępny 365 dni w roku, by loteria była legalna? Nie. Nie ma. To wręcz klasyczna strategia FOMO, stosowana od lat przez gigantów FMCG: "kup teraz, bo potem nie będzie". Więc to również odpada.

Reklama nagród zamiast produktu? Tak robią największe marki

Jeden z głośnych medialnych zarzutów brzmiał: "filmy reklamowe nie mówiły o produkcie, tylko o nagrodach". Skonfrontujmy to z realiami rynku. Zajrzyj do dowolnej kampanii marek jak Kinder, Grześki, Lidl albo Harnaś - przekaz marketingowy w ogromnej mierze skupia się tam na nagrodach: pieniądze, wycieczki, samochody. Produkt? Czasem pojawia się jako tło lub komunikat "kup produkt, aby wygrać". Bo na tym polega marketing loteryjny.

I teraz najważniejsze: ustawa o grach hazardowych nie reguluje tego, ile sekund reklamy ma być o produkcie, a ile o nagrodzie. Reklama może dotyczyć samej loterii, o ile została ona zgłoszona i uzyskała pozwolenie. Co więcej - wszystkie reklamy tych rzekomo "nielegalnych loterii" dotykały produktu, i to szeroko.

Strony loterii influencerów - pełne opisów produktów

Zajrzyjmy na strony przykładowych akcji promocyjnych. Już w nagłówku mamy jasny komunikat "Kup e-book...", a po prawej okładki e-booków. Pod polem z numerem telefonu - informacja, że loteria jest tylko dla osób pełnoletnich.

Header lojteria.pl - Kup ebook i wygraj
lojteria.pl - "KUP EBOOK I WYGRAJ Apartamenty nad morzem i Mercedesa AMG". Komunikat o produkcie od pierwszego ekranu, okładki e-booków po prawej.
Header gigafury.pl - 2 Giga Fury
gigafury.pl - "Kup eBooka i wygraj 2 GIGA FURY". Okładki e-booków widoczne pod samochodami.
Header 7aut2.pl - Dom w Zakopanem i GT3 RS
7aut2.pl - "KUP EBOOK I WYGRAJ DOM W ZAKOPANEM I GT3 RS!". Okładki e-booków nad samochodami.

Dalej na tych stronach jest przywitanie autora, który opisuje, co znajduje się w e-booku. Na lojteria.pl - historia o podróży dookoła świata i interaktywnym dzienniku podróży. Na gigafury.pl - historia D3tailera, od jego początków do czasów obecnych. Podobnie na kicksteria.pl i 7aut2.pl.

Siema - przywitanie autora
Przywitanie autora na stronie loterii - osobiste wprowadzenie i opis e-booka.
Siemano - przywitanie autora 7aut2
"SIEMANO!" - autor opisuje, co znalazło się w jego e-bookach.
Witajcie ponownie - przywitanie autora
"Witajcie ponownie, moi drodzy" - kolejne osobiste wprowadzenie autora opisujące zawartość e-booków.
Siema - tak gramy akcji jeszcze nie bylo
"Siema! Tak grającej akcji jeszcze nie było..." - wprowadzenie do oferty e-booków.

A dalej - opis każdego z e-booków: tytuł, opis, cena, liczba stron i numer ISBN. To więcej informacji o produkcie, niż znajdziesz na stronach większości znanych marek.

Opisy ebooków z cenami
Opisy e-booków: poziomy, ceny (199 zł, 99 zł), opis zawartości.
Opisy ebooków - karta z ISBN i liczbą stron
Karta e-booka: cena, liczba stron, numer ISBN, opis zawartości - pełna informacja o produkcie.
Opisy ebooków - Budda odkrywa karty
Kolejne e-booki z opisami, cenami (199 zł, 139 zł) i liczbą stron.
Opisy ebooków Backstage
Seria "Backstage" - poziomy z różnymi cenami (79 zł, 39 zł) i opisem zawartości każdego e-booka.

Niektóre kampanie miały rozbudowany system poziomów produktu - od podstawowego po "elitarny" - każdy z osobnym opisem, ceną i zawartością:

E-book Silver - Samochody Detailera
Poziom "Silver" - e-book "Samochody Detailera", 39 zł, z opisem zawartości.
E-book Gold - Lapowska Historia
Poziom "Gold" - e-book "Lapowska Historia", 79 zł.
E-book Supreme - Wyprawa do Reziego
Poziom "Supreme" - e-book "Wyprawa do Reziego", 109 zł.
E-book Global Elite - BMW M3 CS
Poziom "Global Elite" - e-book o BMW M3 CS, 199 zł. Pełna informacja o produkcie na każdym poziomie.

Te strony należą do wydawcy i dystrybutora e-booków oraz organizatora loterii (odpowiednio Wydawnictwo Influi Sp. z o.o. i Lupulos Media Sp. z o.o.) i są zgodne z regulaminem zatwierdzonym przez Dyrektora Izby Administracji Skarbowej. Co istotne - one nie musiały zawierać informacji o produktach. A jednak zawierały. Zobaczmy teraz, jak to wygląda u znanych marek.

A jak wyglądają strony znanych marek?

Zobaczcie, jak wygląda internetowa loteria Lidla. Widzicie tu informacje o marce lub produktach?

Loteria Lidl - Rok zakupów 20000 zł
Loteria Lidl - "Codziennie do wygrania ROK ZAKUPÓW 20 000 zł". Skupienie wyłącznie na nagrodzie.

Może jak zjedziemy jeden ekran niżej, tam na pewno będzie opis marki i tego, dlaczego warto robić u nich zakupy? No niestety nie.

Loteria Lidl - ekran niżej, nadal tylko nagrody
Lidl, ekran niżej: "NAGRODA DZIENNA", "NAGRODY CO MINUTĘ". Zero informacji o produktach.

I właśnie tak to wygląda w większości przypadków - to normalna rynkowa praktyka: zero informacji o produktach, skupienie na nagrodach. Ktoś powie: "ale to są znane marki, nie potrzebują opowiadać o produktach, które każdy zna". To jednak kolejna subiektywna opinia - ustawa o grach hazardowych nic nie mówi o rozpoznawalności marki. A ta jest względna: dla nowych pokoleń, które nie oglądają telewizji, tylko YouTube, marka youtubera będzie dużo bardziej rozpoznawalna niż producent margaryny.

Kolejne przykłady? Proszę bardzo - cała galeria loterii znanych marek, na których próżno szukać opisu produktu:

Loteria BoboVita 3x10000 zł
Loteria BoboVita - nagroda główna 3 x 10 000 zł.
Loteria Rama 30000 zł
Loteria Rama - "Na grilla smaruj!", 30 000 zł do wygrania.
Loteria Turek 150000 zł kuchnia KLER
Loteria Turek - "Wszystkiego najlepszego", do wygrania 150 000 zł na kuchnię marki KLER.
Loteria Purina 3x30000 zł
Loteria Purina - nagrody 3 x 30 000 zł.
Loteria Tymbark 50000 zł
Loteria Tymbark - hulajnogi, frytkownice, odkurzacz i 50 000 zł. Codziennie 5 x 200 zł.

Same nagrody. Zero opisów produktów, zero "dlaczego warto kupić". To marki znane z telewizji i sklepowych półek. Ale są też te mniej znane...

"Loteriada" na autostradzie, której nie da się nie zauważyć

Wiosną 2025 roku jechałam autostradą A2 w Wielkopolsce z Poznania do Warszawy. Nagle moim oczom ukazał się ogromny baner z czerwonym Ferrari i hasłem: "Świętuj z nami i WYGRAJ! Ferrari 296 GTS". Nie sposób go nie zauważyć.

Loteria Biogen - Ferrari, loteriabiogen.pl
loteriabiogen.pl - "Świętuj z nami i WYGRAJ Ferrari 296 GTS". Tylko czerwone Ferrari. I impuls.

Co ciekawe, ani kierowca, ani pasażer, ani przeciętny odbiorca tej reklamy nie wie, czym jest Biogen. I nie musi wiedzieć. Bo nie o produkt tu chodzi. Uwaga widza skupiona jest wyłącznie na nagrodzie - hiperluksusowym aucie, które pojawia się i na billboardzie, i jako główny wizual na stronie. Nie ma tam nawoływań do zakupu nawozów, nie ma zdjęć upraw, ani nawet wyjaśnienia, czym zajmuje się organizator. Jest tylko Ferrari. I impuls.

To klasyczna funkcja loterii promocyjnej jako narzędzia do wywoływania impulsywnych decyzji zakupowych, które nie wynikają z potrzeby produktu, lecz z pożądania nagrody. Mało kto jedzie autostradą i myśli: "potrzebuję biologicznych środków ochrony roślin". Ale wielu pomyśli: "Chcę wygrać Ferrari". To nie Biogen jest bohaterem kampanii - bohaterem jest Ferrari. I to działa.

Rezi i jego e-book z Mustangiem

Weźmy teraz pod lupę jedną z najbardziej rozpoznawalnych loterii w tej sprawie - akcję organizowaną przez Reziego (Remigiusza Wierzgonia), znanego, długoletniego twórcę internetowego. Kampania dotyczyła sprzedaży e-booka i losowania spektakularnej nagrody: Forda Mustanga. Co ciekawe - Rezi nie został zatrzymany, w przeciwieństwie do wielu innych influencerów.

Jest jednak pewna różnica, która może mieć znaczenie. Rezi zrealizował kampanię z inną firmą - nie z tą, która odpowiadała za większość e-bookowych loterii, które trafiły pod lupę organów ścigania (firma znana z akcji sygnowanych przez Pana Pawłowskiego, Jose Kolekcjonera czy MGP). Ten szczegół, choć techniczny, jest w kontekście całej narracji kluczowy. Pokazuje, że organizacja tych loterii nie była jednolita ani scentralizowana, jak sugerowały niektóre przekazy prasowe. To były niezależne, niepowiązane ze sobą, legalnie działające podmioty.

W filmie z marca 2025 roku Rezi podkreślał, że jego e-book był merytoryczny i wartościowy, że współpracująca firma działała profesjonalnie i zgodnie z przepisami, oraz że całość została zgłoszona do Izby Administracji Skarbowej i uzyskała wymagane zezwolenie. Czyli dokładnie tak jak w przypadku innych influencerów.

Strona internetowa - standard branżowy

Strona loterii Reziego - podobnie jak wiele stron marek spożywczych - nie zawierała na stronie głównej szczegółowych informacji o zawartości e-booka. To prawda. Ale też nie musi. Wystarczy, że produkt jest dostępny i spełnia rolę podstawy do udziału w grze promocyjnej.

Strona losowania Mustanga Reziego
"Losowanie Mustanga reZiego" - nagłówek skupiony na nagrodzie, nie na produkcie.

Co ciekawe, na stronach zatrzymanych twórców informacje o przedmiocie sprzedaży uderzały już od nagłówka ("Kup ebook", intro autora, opisy każdego e-booka). Tutaj przekaz jest inny - nagłówek to "losowanie mustanga reZiego". Nie można więc powiedzieć, że przygotowanie tej strony było bardziej rzetelne czy "legitne". A jednak - zgodnie z ustawą - wszystko, co mamy na tej stronie, jest zgodne z przepisami.

Losowanie - komputer zamiast urny

Różnica proceduralna? Tak, była, ale marginalna. U Reziego nie losowano zwycięzcy fizycznie z urny, jak w wielu innych transmisjach - losowanie odbyło się za pomocą programu komputerowego, zgodnie z protokołem. To metoda dopuszczona przez ustawę, o ile została wskazana w dokumentacji do IAS, miała transparentny mechanizm i była udokumentowana. Wystarczy zapytać organizatorów Loterii Paragonowej Ministerstwa Finansów - tam również losowania odbywały się automatycznie, z użyciem systemu informatycznego, bez fizycznych losów.

Dlaczego więc Rezi nie został zatrzymany? To pytanie wciąż powraca. Warto przypomnieć, że pierwsze zatrzymania miały miejsce w październiku 2024 roku, a kolejne kilka miesięcy później. Nie wszyscy zostali objęci śledztwem od razu. Bardzo możliwe, że logika "kto sprzedawał e-booka z loterią, ten winny" objęłaby też Reziego i innych, jak Bracia Malczyńscy. Lecz wtedy narracja o zorganizowanej grupie przestępczej nie miałaby sensu - ale o tym później.

Może przekaz w reklamie video się różni?

Wróćmy do porównania rynku FMCG z social media. Ktoś powie: "Może w telewizji marki bardziej skupiają się na produkcie?". Otóż nie. Przekaz marketingowy w reklamach video loterii w Polsce jest niemal identyczny jak na ich stronach - a czasem nawet bardziej dosłowny:

Lidloteria

Loteria dla dzieci? A Grześki nie są?

To był jeden z głównych punchów tej sprawy, powielany w mediach i podniesiony w interpelacjach poselskich: "Przecież to było kierowane do dzieci!". Zadajmy pytanie zwrotne: czy loteria Grześków, Kinder Niespodzianki albo Tymbarka nie jest kierowana do dzieci? Oczywiście, że jest. Wystarczy spojrzeć na oprawę graficzną, język reklam, kolorystykę, muzykę. I nikt nie ma z tym problemu.

Dlaczego? Bo zgodnie z polskim prawem w loteriach promocyjnych mogą uczestniczyć osoby od 13. roku życia, pod warunkiem akceptacji przez rodziców lub opiekunów. To praktyka stosowana od lat, podstawa dziesiątek kampanii rocznie. I teraz najważniejsze: większość loterii, które trafiły do medialnego kotła i zostały powiązane z zatrzymaniami influencerów, była skierowana do osób pełnoletnich, z wyraźnym limitem 18+. Na stronach wyświetlał się komunikat o konieczności ukończenia 18 lat, a w regulaminach pojawiał się zapis o pełnej zdolności do czynności prawnych. Organizatorzy nie balansowali na granicy prawa - wręcz na wyrost się zabezpieczali.

"Dziecku odmówisz?"

Spójrzmy na Loterię Grześki pod hasłem "Dziecku odmówisz?". To reklama emitowana w godzinach największej oglądalności, kierowana ewidentnie do dzieci. Narracja od początku skupia się na nagrodach dla dzieci (wyjazdy do parku rozrywki): "Wygrywaj codziennie. Grześki. Dziecku odmówisz?". To spot, który wprost instruuje dziecko, jak ma przekonać rodzica do udziału w grze losowej. I jakoś nikt nie złożył doniesienia, nie przygotował konferencji prasowej, nie wysłał interpelacji.

Loteria Grześki "Dziecku Odmówisz?"

Podobnie z loterią Kinder - znaną, szeroko promowaną, z nagrodami skierowanymi bezpośrednio do dzieci (5 x 15 000 zł na rodzinny wyjazd, 2000 piniat pełnych słodyczy). I znowu - nikt nie robi z tego afery. Bo to nie jest nielegalne. To normalne, znane, stare. A wszystko, co stare, wydaje się bezpieczne. Wszystko, co nowe, budzi lęk - do tego stopnia, że ktoś uwierzył, że loteria, w której można wygrać auto, kupując produkt przez płatności internetowe lub kartą kredytową, jest skierowana do dzieci.

Loteria dla dzieci Kinder

Dlaczego zatem to influencerzy znaleźli się na celowniku - mimo większej ostrożności i wyraźnych ograniczeń wiekowych? Bo ktoś ich wskazał palcem. Bo ktoś uruchomił narrację, która, mimo braku podstaw prawnych, wbiła się w media, politykę i instytucje. Tym wątkiem dezinformacji zajmiemy się w kolejnych częściach książki. Bo jeśli coś było tu naprawdę zorganizowane - to właśnie ta kampania dezinformacyjna.

Mlekovita
Reklama Harnaś Kumulacja, która daje wrażenie jakby pod każdym kapslem była wygrana

A co YouTuberzy pokazywali w swoich filmach?

Choć wiele z tych materiałów dziś jest już usuniętych (twórcy, zaniepokojeni zatrzymaniami kolegów, kasowali filmy w trybie defensywnym), pozostało kilka archiwalnych. I na ich podstawie można odpowiedzieć: czy twórcy mówili tylko o nagrodach, a nic o produktach? Nie. W materiale "Przewodnik Urbexowy" autor opisuje zawartość: co zawiera, jak powstał, jak wyglądały wyprawy. Przy e-booku o podróży dookoła świata twórca opowiada o interaktywnym e-booku. Przy "Backstage II" autor omawia zawartość i wyjaśnia, dlaczego e-book powstał.

OjWojtek o swoim ebooku
Budda o swoim ebooku
Urbex History o swoim ebooku

Reklamy produktów influencerów skupiały się znacznie bardziej i dłużej na produktach niż wszystkie reklamy znanych marek razem wzięte.

A co mówi ustawa?

Tu powtórzę paradoks całej sytuacji. Nawet gdyby te filmy nie zawierały żadnych informacji o produkcie, nawet gdyby mówiły wyłącznie o nagrodach - to nadal byłyby zgodne z prawem. Bo ustawa o grach hazardowych nie nakłada żadnego obowiązku, aby materiały reklamowe promujące loterię zawierały opis sprzedawanego produktu. Wystarczy, że jest produkt będący podstawą udziału, jest regulamin, loteria została zgłoszona i zaakceptowana przez IAS, a nagrody są opisane i przekazane zgodnie z regulaminem. To wszystko.

To trochę tak, jakby próbować skazać producenta czekolady za to, że w reklamie jego baton leżał w cieniu, a w słońcu stał rower, który można wygrać.

Medialny zarzut, "że reklamy nie mówiły o produkcie", jest nie tylko nieprawdziwy - on jest niewłaściwie sformułowany. Bo nawet gdyby był prawdziwy, nie byłby podstawą do stwierdzenia naruszenia prawa. Prawo to nie subiektywna ocena kadru. To przepisy, procedury, zgody i obowiązki. A te zostały dopełnione.

"Kupujcie losy" - jak przejęzyczenie zamienia się w zarzut

Jednym z często cytowanych "dowodów" medialnych była fraza "Kupujcie losy" albo "ile losów już masz?", pojawiająca się podczas transmisji live. Według niektórych komentatorów to miał być "dymiący pistolet" - dowód, że cała akcja była sprzedażą losów, a nie legalną loterią. Tyle że to kompletne niezrozumienie rzeczywistości twórczej i przepisów.

Po pierwsze: żaden z twórców nie był ekspertem od ustawy o grach hazardowych. To youtuberzy, nie prawnicy - w większości po raz pierwszy brali udział w kampanii, w której do produktu cyfrowego dołączane były bezpłatne losy. W warunkach stresu, presji live'a, z maszyną drukującą na scenie i dziesiątkami tysięcy widzów - łatwo o przejęzyczenie. Językowe, nie prawne. Klient, kupując e-booka, otrzymywał oddzielnego maila z bezpłatnymi losami - ale to produkt był podstawą sprzedaży. Jeśli youtuber powiedział "kup losy", mając na myśli "kup e-booka i odbierz losy" - to błąd językowy, nie oszustwo.

Za zgodność przekazu odpowiada organizator, nie influencer

To prowadzi do kluczowego rozróżnienia, które umyka komentatorom: za zgodność przekazu z ustawą o grach hazardowych nie odpowiada influencer, lecz organizator loterii.

Art. 7 ust. 1 ustawy o grach hazardowych Loterie fantowe, gry bingo fantowe i loterie promocyjne mogą być urządzane na podstawie udzielonego zezwolenia

To organizator odpowiada za przygotowanie regulaminu (art. 60 ustawy), dokumentacji loterii zatwierdzonej przez IAS oraz komunikacji marketingowej zarządzanej przez organizatora. Analiza dokumentów zrealizowanych kampanii pokazuje, że strony zawierały regulaminy zaakceptowane przez IAS z wyraźnym zapisem "Losy są dodatkiem do zakupu e-booka. Zakup produktu nie gwarantuje wygranej". Formularze i maile mówiły "Kup e-book i odbierz losy", a nie "kup los". W transmisjach live komisja nadzorująca (wymagana art. 63) interweniowała na bieżąco - a w jednym przypadku, gdy twórczyni przejęzyczyła się mówiąc "kup los", w montażu pojawiło się graficzne sprostowanie: "Chodziło o: kup e-book i odbierz los".

YouTuber to nie pracownik organizatora. To osobny podmiot, najczęściej jednoosobowa działalność lub spółka realizująca własną kampanię, montowaną często do późnej nocy. W realiach YouTube nie ma miejsca na autoryzację każdego filmu przez prawnika. Czy to błąd komunikacyjny? Owszem. Czy przestępstwo? Zdecydowanie nie. Jeśli chcesz ocenić kampanię - oceniaj dokumentację, tak stanowi prawo. Nie hasło, które padło o 23:14 z ust zestresowanego twórcy prowadzącego pierwsze w życiu losowanie na żywo.

"Ale nie dało się kupić e-booka bez loterii"

Kolejny zarzut: "To nie była prawdziwa sprzedaż, bo nie można było kupić e-booka bez udziału w loterii". Po pierwsze: nieprawda. Po drugie: nawet gdyby była to prawda, byłoby to całkowicie zgodne z prawem. Ograniczony czas i dostępność to klasyczne mechanizmy marketingowe - tak działają edycje limitowane, tak działały Lody Ekipy, tak działają kolekcje kapslowe Coca-Coli.

Prawo wymaga jedynie, by uczestnictwo było związane z nabyciem towaru - i ten warunek został spełniony. Nie ma w ustawie słowa o tym, że musisz mieć wybór "kup z loterią" albo "kup bez". Tak samo jak nikt nie oczekuje, że da się kupić promocyjną Coca-Colę "bez kapsla z kodem". Ale w praktyce - jako osoba, która widziała to od środka - produkt i los przychodziły osobno, generowane przez dwa oddzielne systemy. To technicznie dwa różne procesy. Produkt cyfrowy to towar. Los to szansa. Nie chcesz brać udziału? Ignorujesz e-mail z kodem - tak jak w tysiącach loterii "pod kapslem".

Przykład Harnasia - loteria tak "nierozłączna", że aż klasyczna

Zobacz reklamę Harnasia, skoncentrowaną wokół hasła "Pod kapslem czeka nagroda!". Czy możesz kupić Harnasia bez loterii? Tak. Ale jak tylko go otworzysz, możesz wygrać. (youtube.com/watch?v=GMe1CJGwpHU) I to jest całkowicie legalne i powszechnie stosowane. Jeśli reklama piwa może sprawiać wrażenie, że każdy kapsel wygrywa (co nie jest prawdą) - i nikt nie kieruje sprawy do prokuratury - to jakim cudem jedno przejęzyczenie youtubera staje się podstawą zarzutu karnego? Jeśli Harnasiowi wolno mówić "Pod kapslem masz nagrodę", to dlaczego influencer nie może powiedzieć "Kup e-booka i zgarnij los"?

"Ale ludzie kupowali po kilka e-booków, żeby zwiększyć szansę!" - i bardzo dobrze

Kolejna burza dotyczyła tego, że klienci kupowali po kilka, kilkanaście, a czasem kilkadziesiąt e-booków, by zdobyć więcej losów. Po pierwsze - z praktyki, osób kupujących więcej niż jeden produkt jest poniżej 0,2%. Po drugie - czy to coś dziwnego? Na tym według definicji polega loteria promocyjna: dajesz klientowi motywację do większego zakupu. To rdzeń tego mechanizmu, z którego od lat korzystają wszystkie branże.

Ważne słowo w ustawie to "nabycie". Nie jest zakazane, by uczestnik nabył więcej niż jeden produkt. Nie ma w ustawie limitu "do 1 zakupu na osobę". Wręcz przeciwnie - jest powszechną praktyką, że zakup większej liczby produktów daje więcej losów. Świetnie pokazał to kanał Sprawdzam Jak, który kupował po 100 piw biorących udział w loterii, żeby wygrać i nagrać ciekawy materiał. I nikt nie wzywał ABW, nie było zatrzymań ani interpelacji. Był tylko film, śmiech i analiza, czy coś się wygrało. (youtube.com/watch?v=uodKhICcG9w)

Sprawdzam Jak - 100 piw w loterii
Kanał "Sprawdzam Jak" - "KUPIŁEM 100 PIW W LOTERII PIWA ŻUBR - ILE WYGRAŁEM?!". Kupowanie wielu produktów dla zwiększenia szans to legalna, powszechna praktyka.

Podobny mechanizm funkcjonował na stronie loterii Grześków. Im więcej wydasz - tym więcej masz losów, ale nieliniowo: za 3 zł - 1 los (koszt 3 zł/los), za 6 zł - 3 losy (2 zł/los), za 10 zł - 10 losów (1 zł/los). Mnożnik losów zależy od wartości zakupów.

Strona loterii Grześki - Mieć Grześki to się opłaca
Strona loterii Grześki - "MIEĆ GRZEŚKI? TO SIĘ OPŁACA!". Mechanizm "kup więcej, zwiększ szansę".
Grześki - zachęta do kupna kartonów
Na stronie loterii Grześków organizator sam zachęca do kupowania kartonów batonów (28 sztuk w kartonie). Nie "jednego na próbę" - wyraźnie: "kup więcej, zwiększ szansę".

Czy konsument w Polsce ma w zwyczaju kupować karton Grześków? Czy może to loteria miała zmotywować go do większego zakupu, co jest celem istnienia tego narzędzia? To właśnie funkcja promocyjna loterii promocyjnej.

I jeszcze jedno: "Ale to batoniki, można je zjeść, a e-booka nie". To populistyczne uproszczenie. Mogę być osobą, która nie je glutenu i nie cierpi słodyczy - a mimo to kupić 10 kartonów batonów tylko po to, by wziąć udział w loterii. Mogę je potem wyrzucić, oddać, rozdać. I nikt - łącznie z Ministerstwem Finansów, UOKiK czy IAS - nie ma prawa zakwestionować tego zakupu. Słowo klucz w ustawie to "nabycie" - nie "zjedzenie", nie "zużycie", nie "czytanie". Nie istnieje legalna definicja "produktu sensownego do promocji" ani zakaz wielokrotnego nabywania tej samej rzeczy. Więc dlaczego e-book miałby być wyjątkiem? To nie logika, to emocje. To nie przepis, to stereotyp.

Czyli co tak naprawdę było problemem?

Nie powiązanie e-booka z darmowymi losami. Nie to, że nie dało się kupić jednego bez drugiego. Nie to, że losy motywowały do zakupu. Problemem było to, że "nowi gracze" zrobili to samo, co od lat robią wielkie marki - tylko inaczej, ciekawiej, lepiej. Że niektórzy influencerzy mieli zasięgi większe niż stacje telewizyjne. Że zaczęto zarabiać ogromne pieniądze poza systemem klasycznych budżetów reklamowych. I to wywołało reakcję - nie systemową, nie opartą na analizie przepisów, tylko emocjonalną i polityczną.

Legalne, zatwierdzone, przeanalizowane. Więc co się stało?

Rozłożyliśmy na czynniki pierwsze najczęstsze medialne zarzuty. Czas zadać fundamentalne pytanie: czy te loterie były legalne? Bo oto fakt, którego nie da się zakwestionować: każda z tych loterii promocyjnych - absolutnie każda - otrzymała oficjalne, podpisane przez państwowy urząd pozwolenie. I nie mówimy o dwóch czy trzech zgodach. Mówimy o ponad 40 pozwoleniach, wydanych przez różne Izby Administracji Skarbowej w Polsce, przez blisko trzy lata.

40 pozwoleń × 60 dni = 2400 dni urzędniczej analizy

Uzyskanie pozwolenia na loterię promocyjną to nie "formalność na klik". To wieloetapowy proces administracyjny, trwający średnio około 60 dni roboczych na jedną kampanię. Policzmy: 40 pozwoleń × 60 dni = 2400 dni pracy urzędników. Gdyby jedna osoba analizowała te wnioski jeden po drugim, bez przerwy, zajęłoby jej to ponad 9 lat pracy (2400 dni / 260 dni roboczych w roku = 9,23 roku).

W tym czasie każdy wniosek był prześwietlany pod kątem ustawy, analizowany co do formy przekazu, wartości nagród, metod losowania i zabezpieczeń. Urzędnicy weryfikowali kompletność dokumentacji, analizowali regulamin, wnosili zastrzeżenia, wymagali zabezpieczenia finansowego - gwarancji bankowej w wysokości 100%, czasem 120% wartości nagród (blokowanej na około 8 miesięcy). Mogli, jeśli mieli wątpliwości, skierować zapytanie do Dyrektora Izby, a ten do Ministerstwa Finansów. Ale w żadnym z tych 40 przypadków takiego zapytania nie było. Żadna z tych loterii nie została zakwestionowana. Każda została zatwierdzona. Każdy Dyrektor IAS złożył podpis - nie tylko w Warszawie, ale i w Krakowie, Wrocławiu, Gdańsku, Katowicach.

Ale raz... urząd powiedział "nie"

I to, paradoksalnie, jest najciekawsze. Jeden z projektów - planowana loteria powiązana z e-bookiem autorstwa Roberta Pasuta (znanego z AbstrachujeTV) - nie doszła do skutku. Nagrodą miało być Porsche Panamera, a e-book miał dotyczyć tworzenia na YouTube. Urzędnicy sprawdzili projekt, regulamin, harmonogram, zabezpieczenia - a także twórczość autora w internecie. I znaleźli fragment wywiadu, w którym Pasut wypowiadał się niefortunnie o osobach leczących się psychiatrycznie.

Pozwolenie nie zostało wydane. Nie dlatego, że e-book był niewartościowy. Nie dlatego, że liczba losów była nieproporcjonalna czy czas dostępności zbyt krótki. Tylko dlatego, że urzędnicy uznali, iż "promowanie książki tego autora" może być sprzeczne z interesem społecznym. Urzędnik może (ale nie musi) odmówić zezwolenia, jeśli uzna, że materiał lub autor jest sprzeczny z interesem publicznym albo narusza zasady współżycia społecznego. To pokazuje, jak dokładnie analizowano każdy wniosek - skoro zauważono jedno zdanie z wywiadu.

Jak kończy się każda legalna loteria promocyjna?

Wbrew mitowi, że po wydaniu pozwolenia urząd "traci z oczu" loterię - prawda jest odwrotna. Zorganizowanie legalnej loterii kończy się formalnym, udokumentowanym procesem zamknięcia: protokół końcowy z losowania podpisany przez komisję, pełny raport (liczba uczestników, wydanych losów, metoda losowania, lista laureatów, dowody przekazania nagród).

Art. 30 ust. 1 pkt 2 ustawy o PIT Od wygranych w grach i konkursach organizowanych i emitowanych przez środki masowego przekazu oraz nagród związanych ze sprzedażą premiową pobiera się zryczałtowany podatek dochodowy w wysokości 10% wartości nagrody

Organizator pobiera podatek przed wydaniem nagrody (jeśli przekracza 2280 zł), odprowadza go jako płatnik, wydaje nagrody i gromadzi potwierdzenia odbioru. W terminie do 60 dni od zakończenia loterii przekazuje do IAS raport, protokoły komisji, dokumenty podatkowe, potwierdzenia wydania nagród i wniosek o zwolnienie gwarancji bankowej. Dyrektor IAS weryfikuje zgodność i wydaje decyzję o prawidłowym przeprowadzeniu loterii. W każdej z omawianych kampanii - aż do października 2024 roku - każda nagroda została przekazana, każdy dokument złożony, a urzędnicy nie mieli zastrzeżeń.

Zatem jeśli teraz pojawiają się głosy o "nielegalności" - pytanie brzmi: co na to ci, którzy te działania przez trzy lata podpisywali, rozliczali i zamykali? Skoro urząd przegląda internet w poszukiwaniu kontrowersji o autorze, analizuje publiczne wypowiedzi, sprawdza każdy załącznik - i przez 2400 dni roboczych nie zgłosił żadnych zastrzeżeń do pozostałych loterii - to czy naprawdę możliwe jest, że wszystkie były nielegalne, a nikt tego nie zauważył?

Transparentność była większa niż w telewizji

Tradycyjne losowania znanych marek? Często rozgrywane za zamkniętymi drzwiami - bez kamer, bez relacji live, bez udziału widza. Tymczasem tutaj każdy los był drukowany na żywo, wpadał do przezroczystej urny, laureata losowano ręką prowadzącego z zasłoniętymi oczami, całość transmitowano na żywo bez cięć. Rekordowy stream obejrzało ponad 6 milionów osób. Nad wszystkim czuwała certyfikowana komisja z przewodniczącą, która nadzorowała prawie 1000 innych loterii w ciągu ponad 20 lat. Łączne wyświetlenia losowań przekraczają dziś pewnie 20 milionów - czyli około połowę populacji Polski.

Czy zorganizowana grupa przestępcza zorganizowałaby nielegalny hazard na oczach milionów ludzi, transmitując wszystko na żywo?

Czy rejestrowałaby swoje działania w Izbach Skarbowych? Czy blokowałaby dziesiątki milionów złotych na zabezpieczeniach bankowych, dostępnych do weryfikacji przez organy? Prawdziwe nielegalne kasyna online działają zarejestrowane na Malcie, używają przekierowań i VPN-ów, nie pokazują niczego na żywo, nie publikują regulaminów, nie współpracują z organami skarbowymi. A tutaj? Firmy zarejestrowane w Polsce, ze środkami na polskich kontach, współpracujące z prawnikami od loterii z 20-letnim doświadczeniem, organizujące setki wcześniejszych legalnych loterii, zatrudniające certyfikowane komisje - i wydające nagrody. Każdy laureat, do października 2024 roku, otrzymał nagrodę.

Blokady wydania nagród - ale nie ze strony organizatora i urzędów

Dziś, gdy prokuratura zablokowała konta influencerów, wydawnictwa i organizatora oraz nagrody należne laureatom ostatniej loterii (zakończonej w październiku 2024), pojawia się pytanie o gwarancje bankowe - te, które organizator wpłaca właśnie na wypadek braku możliwości wydania nagród. Z moich informacji wynika, że Dyrektor Izby Administracji Skarbowej w Krakowie zawnioskował do banku o zwolnienie gwarancji, aby wypłacić pieniądze laureatom jako ekwiwalent nagród. Bank wypłacił te pieniądze dla IAS - więc oficjalnie przestały być własnością organizatora, a ich przeznaczeniem jest wypłata dla laureatów.

Ale IAS nie może tego zrobić. Dlaczego? Czy prokuratura blokuje wypłatę? Być może - co wskazywałoby, że ten sam organ, który zarzuca nielegalność loterii, blokuje rozwiązanie gwarantujące nagrody zwycięzcom zgodnie z regulaminem. A przecież to IAS ocenia legalność, nie prokuratura. I jeśli IAS przez trzy lata wystawiała zgody i nie zgłosiła zastrzeżeń - to co się nagle zmieniło?

Przypadek Moto Bandy - ten sam model po medialnej burzy

W tej historii jest coś, co trudno zrozumieć bez znajomości faktów. 30 marca 2025 roku odbyło się publiczne losowanie loterii organizowanej przez kanał Moto Banda - jednego z najpopularniejszych twórców tematyki motocyklowej. Losowanie było transmitowane, zgodne z regulaminem, przy udziale komisji, z pełną procedurą rozliczającą. Dyrektor IAS potwierdził, że wszystko odbyło się zgodnie z przepisami. Wartość nagród przekraczała 451 226 złotych. Sprzedaż promocyjna obejmowała e-booki, plakaty, kalendarze i koszulki - wszystkie w limitowanej edycji, dostępne tylko w trakcie loterii.

Kontekst? Wstrząsający. Przypomnijmy daty: 14 października 2024 - zatrzymania właścicieli wydawnictwa Influi i twórcy kanału MGP Garage (część spędziła w areszcie ponad 6 miesięcy). 5 marca 2025 - kolejna fala zatrzymań youtuberów promujących wcześniejsze akcje. 30 marca 2025 - gdy 3 osoby nadal przebywają w areszcie, Moto Banda organizuje swoje losowanie. I co się dzieje? Loteria przechodzi przez wszystkie etapy prawidłowo. Raport trafia do urzędu. Dyrektor Izby podpisuje potwierdzenie. Laureaci otrzymują nagrody. Żadnych zatrzymań. Żadnych zarzutów. Żadnych blokad.

Moto Banda - Weź udział i wygraj motocykl
loteria.motobanda.pl - "WEŹ UDZIAŁ I WYGRAJ MOTOCYKL". Komunikat czysto loteryjny, skupiony na nagrodzie - bez warunku zakupu w nagłówku.

Wchodząc na stronę, użytkownik zostaje uderzony jednym przekazem: "WEŹ UDZIAŁ I WYGRAJ MOTOCYKL". Brak jakiejkolwiek informacji o warunku zakupu produktu. Język czysto loteryjny, skierowany wyłącznie na nagrodę. I choć z prawnego punktu widzenia taki komunikat wciąż mieści się w granicach ustawy (produkt może być tylko nośnikiem prawa do udziału), to dla przeciwników "loterii influencerskich" mógłby stanowić dogodny punkt zaczepienia. Ci sami krytycy, którzy atakowali twórców za zbyt agresywny przekaz, tutaj mogliby znaleźć bliźniaczy przykład.

Moto Banda - komunikat powitalny
Komunikat powitalny Moto Bandy - w 100% skupiony na loterii. Wspomina o produktach (e-booki, koszulki, kalendarze), ale ich nie opisuje ani nie eksponuje wartości.
Moto Banda - pakiety ebooków
Pakiety sprzedażowe Moto Bandy: 1 e-book 39 zł = 2 losy (38 stron), 2 e-booki 99 zł = 5 losów, 3 e-booki 199 zł = 20 losów. Dokładnie ten sam model co w zatrzymanych loteriach.

Pakiety sprzedażowe to dokładnie ten sam model, który pojawił się w zatrzymanych loteriach influencerów: podobne ceny, identyczna możliwość zakupu większej liczby pakietów przez "+", ten sam sposób przyznawania losów. Tyle że w estetyce motocyklowej. Ale czy forma wystarczy, by zmienić sens?

Moto Banda - studio losowania z komisją
Finał w profesjonalnym studiu: przezroczysta urna, drukarki termiczne wypuszczające losy w czasie rzeczywistym, motocykl w kadrze. Brak ekspozycji e-booków - identyczny schemat jak w medialnie rozebranych loteriach.
Moto Banda - finał LOTERIA.MOTOBANDA.PL
"LOTERIA.MOTOBANDA.PL - ZRÓB ZAKUPY I WEJDŹ DO GRY". Ta sama mechanika, ta sama symbolika - inne tło.

To identyczny schemat jak w przypadku medialnie rozebranych loterii influencerów. Ta sama mechanika. Ta sama symbolika. Inne tło - ale ten sam fundament: produkt jako wehikuł do zdobycia losu. Co różni te przypadki? Oprawa? Target? Budżet? A może to, kto stoi za projektem i na kogo jest "agenda"?

Czy to nie dziwne, że jedni twórcy dostali kajdanki, a ich widzowie - odmowę wydania nagród, a inni zgodę urzędników i podpis na dokumencie? Bo mechanizm był ten sam: e-book wydany na czas kampanii, produkty limitowane, jasny regulamin, pozwolenie z IAS, system losowania, publiczne ogłoszenie zwycięzców. Tylko że jedni zostali zatrzymani jak przestępcy, a drudzy zrealizowali kampanię zgodnie z procedurą - z udziałem tych samych urzędów.

A co z tą "zorganizowaną grupą"?

Jednym z najmocniejszych sformułowań w tej sprawie - ze strony prokuratury i części mediów - było określenie "zorganizowana grupa przestępcza". Słowo mocne, medialne. Natychmiast uruchamia wyobraźnię: spotkania w podziemiach, jeden lider, zaszyfrowane komunikatory. Problem w tym, że to kompletnie nie pasuje do rzeczywistości. Bo ta "grupa" była w praktyce grupą firm konkurencyjnych - działających równolegle, na własnych zasadach, często bez kontaktu ze sobą.

Poza firmami wydającymi najwięcej e-booków (Wydawnictwo Influi, Lupulos Media) funkcjonowało co najmniej sześć osobnych podmiotów: Nofsza (MGP Garage, Rezi, Jose Kolekcjoner, Pan Pawłowski), Fortuna (Nitro), Pure Luck (Fame), X Star (Bracia Malczyńscy), Gaming in Poland (MGP Garage), Grafitica (Moto Banda). Każdy obsługiwał różne kampanie, różnych influencerów, różne produkty. To nie jedna linia produkcyjna, ale sześć osobnych torów. Nie łączyła ich wspólna siedziba, jeden właściciel ani jedna baza danych. Wspólnym mianownikiem było tylko to, że organizowały zgodne z przepisami loterie promocyjne.

Art. 258 § 1 Kodeksu karnego Kto bierze udział w zorganizowanej grupie albo związku mających na celu popełnienie przestępstwa lub przestępstwa skarbowego, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8

To nie jest przepis o współpracy gospodarczej. To przepis o strukturze celowo nastawionej na łamanie prawa - z hierarchią, celowym planem, spójnym działaniem w celu ukrycia przestępczości. A teraz pytanie: czy kilka zarejestrowanych firm, które publicznie zgłaszają loterie, płacą opłaty do IAS, publikują regulaminy i przeprowadzają losowania na żywo - to struktura przestępcza? Czy jeśli jeden sklep w Krakowie, drugi w Katowicach, a trzeci w Warszawie sprzedają batoniki z loterią i nie znają się nawzajem, to mamy "zorganizowaną grupę spożywczą"? To absurdalne uproszczenie - ale wygodne dla narracji.

Każda z tych firm przechodziła procedurę zgłoszeniową: regulamin, wniosek do IAS, opłata (10% puli nagród lub minimum ok. 3700 zł), dokumentacja losowania, sprawozdanie końcowe. To nie przestępczość - to pełnoprawna działalność gospodarcza. Być może chodzi o coś innego: o to, że cała nowa forma handlu i komunikacji zaczęła przekraczać granice zrozumienia tradycyjnych instytucji. I zamiast zapytać "czy warto skonsultować się z branżą? czy przepisy należy zaktualizować?", zastosowano najprostsze narzędzie - paragraf 258 KK. Bo jeśli czegoś nie rozumiesz, nazwij to przestępczą strukturą. Jeśli wygląda nietypowo, powiedz, że jest zorganizowane. A jeśli generuje miliony w kilka dni - tym bardziej musi być podejrzane.

Podsumujmy

Zatem mamy: legalny produkt cyfrowy? Tak. Sprzedaż ograniczoną czasowo, ale realną? Tak. Zgłoszoną loterię z zezwoleniem? Tak. Reklamy zgodne z przepisami? Tak. Uczestników pełnoletnich i regulamin spełniający wymagania? Tak.

Więc... gdzie tu złamano prawo?

Bo gdy paragraf mówi jedno, a opinia publiczna chce czegoś innego - zaczyna się gra, która nie toczy się już o to, co wolno, tylko o to, kto ma władzę decydowania, co wygląda źle. Postaram się to wyjaśnić w kolejnych rozdziałach. Ale skupmy się najpierw merytorycznie na ostatnim szeroko komentowanym aspekcie - na podatkach.

Podstawy prawne przywołane w rozdziale: ustawa z dnia 19 listopada 2009 r. o grach hazardowych (art. 2 ust. 1 pkt 10, art. 7, art. 14-16, art. 29, art. 30, art. 33, art. 38-39, art. 49-50, art. 60, art. 63), ustawa z dnia 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych (art. 30 ust. 1 pkt 2), Kodeks karny (art. 258 § 1), rozporządzenie Ministra Finansów z 1 czerwca 2010 r. w sprawie warunków urządzania loterii promocyjnych. Cytaty przepisów podano w brzmieniu ustawowym. Materiały wizualne pochodzą ze stron loterii i publicznych transmisji.